Tak Krzychu , wszystko się zgadza. Wszystkie policyjne turbodiesle tak dymiły zaraz, kilka miesięcy po wprowadzeniu, bo panowie wyłączali silniki bez wychłodzenia i przesmarowania turbin. Nie mogło być inaczej - ale po odłączeniu rury powietrza od kolektora , na wolnossącym silniku powinien przestać dymić i wchodzić na obroty choć z mniejszą mocą wyczuwalną dopiero podczas jazdy.
Tak można sprawdzić, czy silnik dostaje oleju silnikowego do jedzenia.
Przegrzany silnik to zawsze problemy z doprowadzeniem go do porządku.
Zazwyczaj takie awarie jak przegrzanie idą parami , leci głowica i turbina - w gorszych przypadkach przycierane są płaszcze tłoków, zapieczone pierścienie i nadtopione panewki - no i jest problem.
Silnik 2,9 ma za mało wydajną pompę wodną co sprawia, że jest mało odporny na pracę pod maksymalnym obciążeniem. Sytuację ratują nieco dodatkowe wentylatory elektryczne na chłodnicę do samochodów, które często dostają batem w terenie alby, gdy się je ostro ciśnie w upalne dni.
Gdy się czuje, że silnikowi jest za gorąco broń Boże, nie wolno zatrzymywać się i wyłączyć silnik - podstawowy błąd większości kierowców.
Trzeba wówczas zwolnić i jakby w brew logice starać się jechać na niskim biegu z przyzwoitą prędkością obrotową silnika.
Na niskim biegu i bardziej niż średnich obrotach obciążenie pracą silnika jest dużo niższe zatem i mniejsze wytwarzanie ciepła - szybka praca podnosi wydajność pomp olejowej i wodnej - w konsekwencji szybciej wychładza się silnik. W terenie, gdzie nie można jechać bez oporów na niskim biegu przy wysokich obrotach, można zatrzymać auto ale silnik należy kilka minut przytrzymać na średnich obrotach aż do stopniowego wychłodzenia. Temperatura silnika zawsze zejdzie poniżej 80 stopni bo obciążenie jest praktycznie żadne i odpowiada tylko oporom wewnętrznym. Wyłączenie silnika w takim stanie to pozbawienie go na gorąco obiegu chłodziwa no i wszystko się zaczyna smażyć a jego temperatura jeszcze się podnosi bo silnik jako blok metalu ma bezwładność cieplną a ciepło nie ma gdzie ujść.
( Niewtajemniczeni powinni uświadomić sobie to, że nie prędkość obrotowa silnika wywołuje znaczny wzrost temperatury ale stopień obciążenia go pracą.
Najłatwiej przegrzać silnik jadąc dłuższy czas pod górę na zbyt wysokim biegu przy niskiej prędkości obrotowej. Często słyszymy wówczas," nie wiem co się stało, nie cisnąłem silnika a się przegrzał " - odpowiedź, nie prawda, właśnie cisnąłeś bo w takich warunkach był bardzo mocno obciążony. Tak np. stare dziadki niszczą silniki jadąc 50 km/h na ostatnim biegu uważając , że tak przecie oszczędzają silnik. Nic bardziej złudnego, stare dziadki w kapeluszach wykańczają silniki - a handlarze tak właśnie, często zachwalają sprowadzone auta

. Ja od starego dziadka samochodu bym nie kupił bo nawet przy małym przebiegu mają powybijany układ korbowo tłokowy, wykończone sprzęgło i zszarpane skrzynie i przeguby )
Jednak, jeżeli przed wychłodzeniem już się zdążył przegrzać, to nic nie pomoże.