Zaczęło się od wypadania 5-ki w czasie jazdy. Potem już nie wchodziła wcale, a jeszcze później cała skrzynia się zablokowała i poszło w...
Mój mechanik "na codzień" wyjął wynalazek, rozbebeszył, po czym z rumieńcem przyznał, że to nie na jego głowę. Potem trochę trwało, nim odnalazłem właściwego gościa, bo większość "ślusarzy" jak słyszała, od czego ta skrzynia, dziękowała za współpracę.
Facet posłuchał mnie, zadał kilka pytań, kazał przywieźć ustrojstwo i przyjechać za... 2 dni. No, myślę sobie, ściema, jak nic. Po dwóch dniach przyjeżdżam, a skrzynka leży sobie zrobiona. Ale że przywiozłem ją w komplecie z rozdzielczą. to gość mi się pyta, czy bym nie chciał i tej rozdzielczej mieć zrobionej. Acha, zapomniałem - u mnie rozdzielcza była w odstawce, bo poprzedni właściciel (niech go szlag) zdemontował półośki z przodu, "bo za dużo palił"
No więc tę skrzynkę rozdzielczą też mi porobił, a było co grzebać, bo i główny łańcuch rozciągnięty ponad miarę, przez co wyszlifował żebra wewnątrz kapy, rozwalony w diabły ten plastikowy zmieniacz i jeszcze parę drobiazgów tam było ale wszystkiego tak z pamięci nie wyrecytuję. Koniec końców, gość potrzymał całość jeszcze ze 4 dni, po czym skasował mnie 1 200 złociszy, co nie wydaje mi się ceną wygórowaną tym bardziej, że jeżdżę do dziś bez przygód
Co do samej skrzyni głównej - miałem wcześniej Miecia 124 i na moje oko, te dwie skrzynie nie różnią się między sobą, nawet długość pasuje. Ale jak wyglądają "drobiazgi", typu długość wałka, wymienność wieloklina czy choćby głupi rozstaw śrub na kołnierzu - nie mam pojęcia. Trza by jakie planiska dorwać albo dwie skrzynie: Miecia i Muśka koło siebie położyć i wtedy porównać. Ponoć automaty są te same. Ale tylko ponoć...